wtorek, 06 pa¼dziernika 2009
AIN'T NO SUNSHINE...
Nie ma ju¿ Psa.
Którego¶ dnia, mimo ¿e nic nie wskazywa³o na to, ¿e ma taki zamiar, wymkn±³ siê chy³kiem i uda³ na Wieczn± W³óczêgê. Wszyscy za nim bardzo têskni±.
A ja chodzê w snach z pust± smycz±.
I nie mogê pisaæ.
niedziela, 19 kwietnia 2009
WIOSENNE NIEPORZ¡DKI
Je¶li zapytano by mnie, jak spêdzi³am ostatni± zimê (która w Mie¶cie przybra³a postaæ ci±gn±cej siê w nieskoñczono¶æ pory deszczowej), to bez namys³u odpar³abym, ¿e g³ównie my³am Psa. Niewtajemniczonym wyja¶niam, na czym ów zabieg polega. Otó¿ po powrocie ze spaceru bierze siê miskê z wod±, a nastêpnie ³apie siê ub³oconego Psa, uparcie próbuj±cego wedrzeæ siê do mieszkania, i czy¶ci siê go, ze szczególnym uwzglêdnieniem czê¶ci dolnej (która oryginalnie by³a, zdaje siê, ¶nie¿nobia³a). Nale¿y przy tym pilnowaæ, ¿eby Pies nie pi³ wody, nie rozchlapywa³ jej po ca³ej klatce schodowej, usi³uj±c p³ywaæ w misce ani nie obgryza³ kwiatka doniczkowego wystawionego na korytarz przez Pana S±siada. Ca³± operacjê nale¿y powtarzaæ zale¿nie od potrzeb, zazwyczaj trzy razy dziennie. Wiele wskazywa³o na to, ¿e zima siê koñczy. No bo przecie¿ zakwit³y krokusy, w parkach roz¶piewa³y siê ziêby, a czas ju¿ dawno zmieniono na letni. Aura kpi³a sobie jednak z kalendarza, a ja zaczê³am ¶niæ o cudownej przemianie Psa w rybkê akwariow±, albo chocia¿ w kota. Chocia¿ na dwa dni. - Wed³ug dzisiejszej prognozy w przysz³ym tygodniu ma ju¿ nie padaæ - zagadnê³a mnie pewnego razu Pani S±siadka, potkn±wszy siê po wyj¶ciu z suszarni o nas, ¶wie¿o przyby³ych ze spaceru, i nasz zestaw szczotkuj±co-czyszcz±cy. - Taaa... Akurat! - odpar³am niezbyt grzecznie, bo takie obiecanki s³ysza³am codziennie i jak dot±d jako¶ siê nie sprawdza³y. - W co¶ trzeba wierzyæ - ponownie spróbowa³a dodaæ mi otuchy Pani S±siadka i potarmosiwszy Psa za ucho, zniknê³a w windzie z narêczem bielizny. Suchej i czystej, czego jeszcze d³ugo potem nie da³o siê niestety powiedzieæ o Psie. W koñcu jednak wiosna zreflektowa³a siê i raczy³a nadej¶æ. Choæ daleko pó¼niej ni¿ po tygodniu, s³oñce osuszy³o trasy naszych wêdrówek, ostatnie ¶lady zimowego b³ota zniknê³y i w zasadzie mo¿na by³o odst±piæ od uci±¿liwych czynno¶ci higienicznych i obowi±zkowego p³awienia Psa w wodzie po ka¿dym wyj¶ciu. Natychmiast pojawi³ siê jednak nowy problem - po powrocie z Pierwszego Prawdziwie Wiosennego Spaceru mój przyjaciel odmówi³ przest±pienia progu mieszkania. Mija³y minuty, kwadranse, a on sta³ pod drzwiami, rozgl±daj±c siê niepewnie na boki. Po jakiej¶ godzinie dosz³am do przera¿aj±cego wniosku, ¿e chyba brakuje mu etapu po¶redniego we wdrukowanym ³añcuchu zdarzeñ, i zrezygnowana posz³am po miskê z wod±... Po dokonaniu stosownych ablucji Pies wszed³ do domu jak gdyby nigdy nic. Do dzi¶ nie uda³o mi siê odwie¶æ go od za¿ywania k±pieli po ka¿dym spacerze. Nie ma ju¿ dla mnie ratunku.
niedziela, 15 marca 2009
RYSA NA SZKLE
Pojawi³a siê na przedniej szybie Grata jaki¶ czas temu. Niewielka, prawie niewidoczna, paj±czek taki o niewielkiej liczbie ko¶lawych, nierównych odnó¿y. Postanowi³am j± ignorowaæ, ale ona nie dawa³a o sobie zapomnieæ, rosn±c codziennie o kilka milimetrów. Kiedy nie da³o siê ju¿ d³u¿ej udawaæ, ¿e jej nie ma, zapowiedzia³am siê z wizyt± w zakolegowanym warsztacie.
Pan Z Warsztatu d³ugo ogl±da³ feraln± rysê, po czym stwierdzi³, ¿e niestety, ale na chwilê obecn± wymiana szyby nie wchodzi w grê, bo czeka jeszcze siedmiu innych klientów, a on zaraz idzie do domu. I ¿e niech ja przyjadê jutro. Ja mu na to, ¿e jutro to ja jadê gdzie indziej i w³a¶nie dlatego umówi³am siê na wymianê, bo przecie¿ taka uszkodzona szyba to mo¿e na przyk³ad rozpa¶æ siê w czasie jazdy i rozsypaæ prosto na mnie. Pan Z Warsztatu dziwnie na mnie spojrza³, po czym kaza³ mi i¶æ za sob± na zaplecze. - Widzi pani tê tu szybê? - zapyta³. - Nooo, widzê - odpar³am, spogl±daj±c na ogromny, szklany ekran, popêkany wzd³u¿ i wszerz. - To niech pani patrzy - zapowiedzia³ PZW i zacz±³ z zapamiêtaniem kopaæ zaprezentowany mi kawa³ szk³a. - Nic nie odpada, ja tak mogê do jutra, a to najwy¿ej sobie bardziej popêka - wyja¶ni³ zasapany, kontynuuj±c performance. - Takie cholerstwo mocne. Klejone. Widzi pani? Widzi pani? - Widzê, widzê! Tylko proszê ju¿ nie kopaæ - poprosi³am, na wszelki wypadek odsuwaj±c siê jak najdalej od metodycznie demolowanej szklanej tafli. - No, to niech pani sobie spokojnie jedzie, gdzie trzeba, i siê niczym nie przejmuje. I przyjechaæ, jak pani wróci - poradzi³ mi Pan Z Warsztatu, odprowadzaj±c mnie do auta, po czym zademonstrowa³ mi na po¿egnanie w³a¶ciwo¶ci mojej szyby, uderzaj±c w ni± klikakrotnie piê¶ci± - Widzi pani, jakie to wytrzyma³e? Widzi pani? Pod wp³ywem ciosów rysa zaczê³a siê powiêkszaæ i rozga³êziaæ, powoli zajmuj±c ca³± szybê.
Teraz to ju¿ nic nie widzê.
¶roda, 07 stycznia 2009
WSPOMNIENIA(?)NOWOROCZNE
Strasznie ostatnio zapominam. O wszystkim, z grubsza rzecz bior±c. O zap³aceniu rachunków, imieninach, rocznicach i obietnicach. Nie bêdê wyliczaæ szczegó³ów, do¶æ powiedzieæ, ¿e zapomnia³am o nadej¶ciu Nowego R. oraz konieczno¶ci jego uczczenia. Tak siê jako¶ zagapi³am na film*, a ¿e - ze wzglêdu na kanonadê za oknem - ogl±da³am go w s³uchawkach, to i nie us³ysza³am dzwonka telefonu. Nied³ugo po pó³nocy odkry³am, ¿e dzwonili Znajomi, z którymi by³am umówiona na wspólne ¶wiêtowanie.
Obrazili siê, ¿e niby posz³am sobie gdzie indziej, z kim¶ innym. Na ich miejscu pewnie te¿ bym tak pomy¶la³a. Ale fakty s± takie, ¿e ja naprawdê chcia³am i¶æ z nimi do Rynku, zw³aszcza, ¿e sylwestrow± fetê u¶wietniæ mia³ wystêp niezapomnianej (!) formacji Modern Talking. A ja, jako nastolatka, pamiêtam to doskonale, by³am ¶miertelnie zakochana w Thomasie Andersie (przez jakie¶ dwa tygodnie, bo potem na d³ugi czas odda³am serce Kirkowi Hammetowi, a to ju¿ ca³kiem inna historia i muzyka). No ale o koncercie mojego dawnego idola - zapomnia³am.
Nie ¿eby tak ca³kiem mi siê pamiêæ zepsu³a. Co to, to nie. Pamiêtam ró¿ne niepotrzebne rzeczy, które zalegaj± mi w zwojach mózgowych, nijak nie daj±c siê wytrzebiæ w celu zwolnienia cennego miejsca dla wa¿nych informacji. Co ciekawe, nie tylko ja tak mam. Licytowali¶my siê kiedy¶ z Moim M³odszym Koleg±, które z nas przechowuje w pamiêci bardziej bezu¿yteczne dane. Przyk³adowa potyczka: numer rejestracyjny samochodu nale¿±cego do ojca pierwszej dziewczyny (on) przeciwko adresowi stacji MTV, wraz z numerem skrytki pocztowej i kodem (ja). Kto wygra³ ten pojedynek - nie pamiêtam.
Ach, ¿eby tak zamiast takich nieprzydatnych ¶mieci jaka¶ definicja permutacji, wariancji zmiennej losowej lub chocia¿ wzory skróconego mno¿enia...
Póki co przypomnia³am sobie jednak pewn± historiê - i to jej w³a¶ciwie mia³ dotyczyæ ten post.
Wiele lat temu, w okresie oko³osylwestrowym, udali¶my siê z Psem w odwiedziny do Mojej Przyjació³ki, zamieszkuj±cej wówczas z Mê¿em w Innym Mie¶cie. Podczas wieczornego spaceru, od którego w zasadzie rozpoczêli¶my wizytê, Pies znikn±³. Tropienie ¶ladów, nawo³ywanie i zakrojone na szerok± skalê, trwaj±ce do pó¼nej nocy poszukiwania, indywidualne i grupowe, spe³z³y na niczym. Udali¶my siê wiêc na spoczynek, z zamiarem wznowienia akcji przeczesywania okolicy o ¶wicie. Z ciê¿kim sercem, pe³nym najgorszych przeczuæ (ja), ale i z nadziej± - granicz±c± z pewno¶ci± - na rych³e znalezienie zguby (Moja Przyjació³ka).
No i zagadka: kogo spotkali¶my o poranku? Oczywi¶cie - Psa. Szed³ sobie spokojnie na smyczy z Jak±¶ Pani±. ¯eby by³o ciekawiej, na drugiej smyczy Pani prowadzi³a drugiego, identycznego Psa. Jak siê potem okaza³o, ten pierwszy by³ Psem W³a¶ciwym, natomiast drugi, a w zasadzie druga, nale¿a³a do Tamtej Pani. Pocz±tkowo Pani nie chcia³a oddaæ Psa, dopiero gdy ten zosta³ zawo³any po imieniu i wyrwa³ siê w stronê prawowitego w³a¶ciciela, da³a za wygran±. Po czym opowiedzia³a, jak wesz³a w jego tymczasowe posiadanie.
Otó¿ znalaz³a go na w³asnej wycieraczce, na któr± biedak by³ siê przyb³±ka³, pomyliwszy klatki schodowe (dobrze kombinowa³, tylko poszed³ o jedn± za daleko). Zosta³ nakarmiony, napojony i w gruncie rzeczy przyjêty do rodziny (bo co za ró¿nica, jeden pies czy dwa, zw³aszcza, ¿e s± takie same). Gdyby¶my siê nie spotkali na tym spacerze, pewnie do dzi¶ by tam mieszka³...
Byæ mo¿e pomyli³am niektóre detale, no có¿, to by³o naprawdê dawno. Faktem niezbitym jednak jest to, ¿e Pies zaliczy³ najdziwniejszy one night stand, o jakim s³ysza³am. A to by³ dopiero pocz±tek jego niezwyk³ych przygód. Z których pewnie niejedn± jeszcze tu opiszê. Je¶li tylko sobie przypomnê. *) Prawdziwe psy (fanom Pitbulla serdecznie polecam).
pi±tek, 28 listopada 2008
DJ DOG
- Co tam tak miauczy u ciebie? Masz kota? - zapyta³a mnie kiedy¶ podczas jednej z naszych o¿ywionych konwersacji telefonicznych Moja Kole¿anka Jowita. Có¿, nie by³ to kot, tylko Billie Holiday. Pamiêtam, ¿e trochê siê wtedy na Jowitê obrazi³am, w imieniu swoim i Billie.
Teraz za to mam Psa, który jak nikt inny potrafi zadbaæ o t³o d¼wiêkowe ka¿dej rozmowy telefonicznej. Dzwonek telefonu to dla niego sygna³ rozpoczêcia akcji.
I tak na przyk³ad ostatnio, gdy zadzwoni³a do mnie Pani Z Zagranicy z lukratywn± ofert± pracy na stanowisku miêdzynarodowym, Pies natychmiast rozpocz±³ dzia³ania d¼wiêkotwórcze. Najpierw przynosi³ z przedpokoju buty i upuszczaj±c je z hukiem u moich stóp w krótkim czasie uformowa³ z nich zgrabny stosik.
- Am I disturbing you? - zapyta³a Pani Z Zagranicy lekko sp³oszona, najwyra¼niej us³yszawszy g³uche odg³osy. Podczas gdy ja zapewnia³am, ¿e ale¿ oczywi¶cie, ¿e nie, Pies znalaz³ sobie now± zabawê - zacz±³ walczyæ z moimi urodzinowymi balonami. Mniej wiêcej na etapie ustalania dla mnie ¶cie¿ki ¶wietlanej kariery jeden z balonów pêk³ z hukiem (to znak - powiedzia³by Mój Kolega Alex), a Pies z przera¼liwym skowytem rzuci³ siê w stronê drzwi wyj¶ciowych i - wpad³szy w po¶lizg w przedpokoju - zahaczy³ o szafê, ¶ci±gaj±c na siebie lawinê kurtek, szalików i czapek. Wci±¿ konwersuj±c z coraz mocniej skonsternowan± Pani± Z Zagranicy pobieg³am mu na pomoc. - Maybe I should call you later? - bardziej stwierdzi³a ni¿ zapyta³a moja rozmówczyni i nie zwa¿aj±c na moje protesty wy³±czy³a siê, by do dzi¶ siê nie odezwaæ.
Wczoraj za to zadzwoni³ Pan In¿ynier, ¿eby zapytaæ o samopoczucie Psa, który w³a¶nie wtedy - najwidoczniej zorientowawszy siê, ¿e o nim mowa - w przyp³ywie animuszu postanowi³ rozprawiæ siê z Ostatnim Balonem i trochê go nadgryz³, w wyniku czego przedmiot napa¶ci zacz±³ bez³adnie lataæ po ca³ym pokoju, wydaj±c przy tym niezbyt eleganckie d¼wiêki.
- Co tam u ciebie tak skrzeczy? - zdziwi³ siê Pan In¿ynier.
Jak to co? Rzeczywisto¶æ.
¶roda, 19 listopada 2008
3/4
Czyli trzy æwierci... itd.
Nie zra¿aj±c siê powy¿szym, ¿yczê sobie z tej okazji du¿o zdrowia psychicznego, IV sezonu Pitbulla oraz mnóstwa kwiatów doniczkowych.
Zw³aszcza paprotek.
niedziela, 09 listopada 2008
W PARKU POD PLATANEM

Na Dzielnicy ³awek jak na lekarstwo, ale jak ju¿ siê jaka¶ trafi, to porz±dna...
¶roda, 15 pa¼dziernika 2008
KRONIKI PORTOWE
Je¶li mamy z Psem jak±¶ wspóln± pasjê, to niew±tpliwie jest ni± marnotrawienie czasu na bezcelow± w³óczêgê po terenach za Rzek±. On, znany mi³o¶nik bagien i mokrade³, jest w pe³ni usatysfakcjonowany podmok³o¶ci± odwiedzanych przez nas miejsc. Ja natomiast nie mogê siê oprzeæ urokowi ¿ycia tocz±cego siê (czy mo¿e raczej: p³yn±cego) w meandrach Rzeki, obfituj±cych w pomosty wêdkarskie, kryjówki wagarowiczów i ¶lady po nielegalnie rozpalanych ogniskach.
W niedzielê znów siê tam wybrali¶my.
Jeszcze na mo¶cie nadarzy³a siê okazja ubicia niez³ego interesu - Pan Handlarz chcia³ mi sprzedaæ perfumeczki Diorka za trzy dyszki. Grzecznie podziêkowa³am, bo nie ufam ludziom nadu¿ywaj±cym zdrobnieñ.
Jak siê jednak okaza³o, prawdziwie intratna propozycja by³a wci±¿ przed nami. Czyli w nadrzecznych krzakach, w stronê których z wolna zmierzali¶my, brn±c przez przyjemnie szeleszcz±ce sterty opad³ych li¶ci...
- Gryzie ten pies? - zapyta³ kto¶, kogo jeszcze dok³adnie nie by³o widaæ, przedziera³ siê bowiem dopiero do ¶cie¿ki przez zaro¶la. - Ale¿ sk±d - odpar³am niefrasobliwie, natychmiast tego ¿a³uj±c, gdy¿ z g±szczu wy³oni³ siê osobnik do z³udzenia przypominaj±cy Macheatha. - Szwagier kupi³ niedawno podobnego. A¿ 30 z³otych za niego da³, ale siê op³aca³o, bo jeszcze smycz dosta³ i obro¿ê. Ten panin to widaæ, ¿e ju¿ niem³ody, oczy ma takie kaprawe jakie¶, ko³nierz sfilcowany... [Pies szczekn±³ ostrzegawczo] ...ale przyda³by siê, trochê by poszczeka³, posesji popilnowa³... - ci±gn±³ Mackie Majcher. - Kiedy on w³a¶ciwie prawie w ogóle nie szczeka - nieudolnie próbowa³am ratowaæ sytuacjê, która nieoczekiwanie zaczê³a siê wymykaæ spod kontroli, a mój przyjaciel rozszczeka³ siê na dobre.
- Siê dogadamy - ni to stwierdzi³, ni zapyta³ MM i zdecydowanym ruchem siêgn±³ do kieszeni, by wyj±æ z niej co¶ b³yszcz±cego (pewnie monety, za pomoc± których zamierza³ dokonaæ transakcji). - W±tpiê - rzuci³am zd³awionym g³osem i nie czekaj±c na dalszy rozwój wypadków ruszy³am biegiem w stronê domu, ci±gn±c za sob± wci±¿ ujadaj±cego Psa.
Bilans akcji: Pies do dzi¶ jest na mnie ¶miertelnie obra¿ony, bo nie do¶æ ¿e zosta³ zmuszony do pokonania mocno przyspieszonym krokiem ca³kiem s³usznego dystansu, to jeszcze zgubili¶my po drodze jego ulubion± pi³kê.
Najgorsze jednak jest to, ¿e za Rzek± jeste¶my spaleni.
poniedzia³ek, 06 pa¼dziernika 2008
CIEÑ WIELKIEJ GÓRY
- Widzia³a pani, jak nam psuj± widok za oknami? - zagadn±³ mnie dzi¶ rano w windzie Pan S±siad. - Nie... Co¶ buduj±? - zapyta³am, wykazuj±c siê jak zwykle niskim poziomem zorientowania w sprawach ogólnie istotnych. - Apartamentowiec. Ze ¶wiat³em dziennym to siê nam raczej przyjdzie po¿egnaæ. - Eeee, mo¿e nie bêdzie tak ¼le. W koñcu mieszkamy na ostatnim piêtrze, a jakiego¶ drapacza chmur chyba tu nie postawi± - próbowa³am emanowaæ spokojem i optymizmem. - Zreszt± mo¿na sprawdziæ w sieci, czy s± jakie¶ wizualizacje. Wie pan, jak siê to bêdzie nazywaæ? - Mont Blanc...
¶roda, 01 pa¼dziernika 2008
POWRÓT JEDI
Ostatnia niedziela obfitowa³a w cuda.
Pies, wci±¿ przebywaj±cy w posiad³o¶ci Pana In¿yniera, da³ siê namówiæ na powrót do domu. I to by³ pierwszy cud, poniewa¿ wcze¶niejsze próby zapakowania go do samochodu nieodmiennie koñczy³y siê zabaw± w berka i/lub w chowanego.
W trakcie podró¿y, podczas przymusowego postoju na stacji benzynowej, mój przyjaciel nie uciek³ z auta w celu uprawiania slalomu ¶rodkiem jezdni pomiêdzy tirami, co nale¿y do jego ulubionych rozrywek podró¿nych. I to by³ drugi cud.
Kolejnego cudu nie by³o, co mnie lekko rozczarowa³o, poniewa¿ wiadomo, ¿e cuda zdarzaj± siê trójkami. (Czy w takim razie trzecim cudem nie by³ w³a¶nie brak cudu?)
Po powrocie, gdy ju¿ wyczesa³am z Psa gar¶æ igliwia, kilka zasuszonych stokrotek i jedn± biedronkê, co z grubsza przywróci³o mu miastowy look, udali¶my siê do parku na Pierwszy Jesienny Spacer.
W parku, jak to w parku. Pies otrzyma³ propozycjê matrymonialn± (ja - nie), zosta³ poczêstowany ciasteczkiem (dla mnie zabrak³o) oraz poproszony o pozowanie do zdjêcia (beze mnie). Ot, szara codzienno¶æ w cieniu gwiazdy. Trzeba jednak przyznaæ, ¿e reaktywowa³a siê tak¿e inna tradycja: przechodnie znów siê do mnie u¶miechaj±, nieznajome dzieci uprzejmie mi siê k³aniaj±, a s±siedzi - ¿yczliwie zagaduj±.
I Ciemna Strona Mocy znów nie ma ¿adnych szans.
|
|